Dzień dobry, chciałbym tu ogłosić bardzo ważne ogłoszenie.
Zostałem wywalony z popularnego portalu społecznościowego. Jako osoba
nieśmiała nie podpisałem się prawdziwym imieniem i nazwiskiem zostałem zatem negatywnie
zweryfikowany, po czym zostałem poproszony o podanie moich personaliów, po czym
zostałem poproszony o przesłanie skanu dokumentu potwierdzającego prawdziwość
moich danych. (Cieszę się, że nie poproszono o wymazy, bo cieszą mnie jeszcze
rzeczy drobne...). Powodowany podrażnioną nieśmiałością podawać nie chciałem, a
już przesyłać skanu np. dowodu osobistego nie chciałem bardzo. Niniejszym w
wyniku podanego splotu okoliczności zalogować się nie potrafię, nie loguję się
zatem i nie widzę połowy świata... Nie wiem kto się dobrze bawi, kto wrócił,
kto wyjechał, kto z kim się sfotografował, nie widzę też katowanych psów, kotów
i koni - za czym akurat nie tęsknię - nie widzę także parady złotych myśli w
stylu "prawdziwego przyjaciela poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po
tym, że patrzy ci wtedy w oczy" i ten brak jest dotkliwy... Nie będę tu
rwał szat, cicho przełknę łzę i teraz do tych z was, których numerami
telefonów komórkowych dysponuję, będę przesyłał moje statusy. Ekskluzywnie. „Nie
mogę spać”. „Jedzenie burczy mi w brzuchu, co jadłem?”. „Jestem w domu, ale
jeszcze przed chwilą nie było to tak oczywiste. Dla nikogo”. „Postradałem
zmysły, ale szukam ubrań”. „teraz Polska, tera peuta”. „Zasypiam, nie
przeszkadzać”. „Hi, Hi, HIV”.
Ok. Tyle ogłoszeń.
Pozdrawiam serdecznie.
poniedziałek, 14 marca 2016
poniedziałek, 8 lutego 2016
Autorefluksje pismem
Bolesna – dla mnie – konstatacja żony, podczas oglądania
przez nią „Kochaj albo rzuć”: „Jesteś jak ten Pawlak, który płynie Batorym”.
Lęk, usztywnienie. Tylko kapelusza nie noszę, ale profil osobowościowy zgadza
się w 100%.
Dziwne. Kiedyś dzieci bawiąc się ze sobą zawsze chciały być
bohaterami pozytywnymi. Na podwórku łatwiej było znaleźć chętnego, żeby był
Szarikiem niż Niemcem, a teraz? Gry pozwalają wcielać się w role złych i na
przykład Wiktor czasem staje po ciemnej stronie mocy. U nas Stasiu był etatowym
esesmanem i czasem kończył powieszony za nogi… No tak, w komputerze nikt
człowieka nie strzeli w pysk.
A propos Wiktora. Rezygnuje z tańców. Powód? „Tańczenie w
parze z dziewczynami jest poniżające”. Podobno dla obu stron.
A propos Wiktora. Został laureatem konkursu matematycznego
Alfik. W województwie był najlepszy w swojej kategorii wiekowej, a w kraju miał
64 lokatę na ponad 13 tysięcy dzieciaków! Z dumy nie pękłem chyba tylko
przypadkiem, a może i pękłem, bo od kilku dni po ubraniu się przed wyjściem na
zewnątrz, na podłodze w przedpokoju uporczywie znajduję zupełnie bezsensowny prawy
but… Mniejsza o nogi, szkoła dostanie Certyfikat Łowców Talentów, chociaż nawet
palcem nie kiwnęła w celu przygotowania młodego do konkursu, a młody dostanie
pendrive 4 GB.
A poza tym, to filmów kilka widziałem, w tym zwłaszcza
„Zjawę”. Elektroniczny niedźwiedź pogryzł pana Leonardo do krwi. Było zupełnie
jak z papierosami, też niby te elektroniczne miały szkodzić mniej, a potem
wyszło szydło z worka! Zatem pan Leonardo został gryzaczkiem grizli, po czym
długo leżał, długo się czołgał, a kiedy już wstał, to starannie utykał na
wszystko, ale nie płakał… Twardy był… I wszystko w cholernie zimowych
plenerach, co chwila po kolana, po pas, po szyję w lodowatej wodzie, a dookoła dzicz
przyrodnicza i ludzka w rozkwicie. Niechciałbym tam mieszkać, ani nawet
pojechać na wycieczkę, ale film podobał mi się bardzo. A nawet coraz bardziej.
A poza tym, w kilka lat po narodzinach Magda – niby
cyklicznie, ale jednak nagle! - postanowiła uczcić ten fakt! Ach! Cóż to był za
bar! W piwnej krainie czas inaczej w-płynie. W domu byliśmy około trzeciej nad
ranem. Może sen przyjdzie? Morze mnie odwiedzi? No, bardzo było miło, nawet
pomimo elegancji kolegów w koszulach eleganckich. Wreszcie dało się rozmawiać,
bo wynajęta w celu czczenia salka posiadała tylko mały głośniczek. Bardzo dobra
lokalizacja i doborowe towarzystwo - nawet pomimo wystosowanego pod moim
adresem zakazu picia piwa pewnego konkretnego browaru – oto przepis na udane
spotkanie.
Na blogu są statystyki i – choć strach się przyznać – muszę
przyznać, że był taki moment, iż oto najwięcej wejść i odsłon miałem z terenu
Niemiec… Bardzo to miłe – pozdrawiam rodaków! - ale jednak…
Nie mam refleksu, miewam tylko refleksje. Najczęściej
spóźnione, kiedy nie ma już komu odpowiedzieć albo właściwie nie ma sensu się
odzywać. Do największych odkryć dochodzę w momentach najgłębszych zapaści
intelektualnych i ich wyrażenie jest wykonalne. Zarówno z przyczyn
artykulacyjnych, jak i słabości merytorycznej. Ile razy można retorycznie pytać:
„Po chuj to wszystko?..”, zwłaszcza, gdy w wymowie wychodzi jakieś: „Yyyiioo…”.
Uciążliwy jestem chyba jednak przede wszystkim dla siebie.
A poza tym:
„Niemoc goni niemoc, ale pomiędzy:Wszystkie kolory tęczy do urwy nędzy.”
piątek, 8 stycznia 2016
Narzekanie i gry masy – internetowy zakon żebraczy
Mało mam komci i mało mam lajków. Siedzę na chacie, nie mam kasy na przyzwoity wyjazd urlopowy, żeby fotę strzelić i zarzucić do sieci. Z mikroklimatami też ciężko, bo w mojej grupie towarzyskiej nawet paznokieć wrasta z przytupem i przydomkiem artystycznym. No miałem ostatnio wizytę u chirurga, krwi się trochę polało, ale nie zdążyłem sięgnąć po aparat. Z czymś wymyślnym, że w głowie wykombinowanym, też nie najlepiej, bo tu kriejszen madżik masters są tacy, że normalnie grzech ciężki się porywać z motywacją zabłyśnięcia na słońce. A jak zwyczajnie, wazeliniarsko podlajkuję koledze jego niesamowite szerowanie, to on mnie w następstwie tego nie odwzajemni pięknym za nadobne… I właśnie o to tutaj chodzi! O wzajemność, o korelację, o współudział, a nie takie tam, że jak ja jemu, to ok., ale żeby w drugą stronę, to tylko kopa… Ludzie są źli! I takie przesłanie daję od wielu lat, co się sprawdza zarówno z obserwacją, jak i współudziałem, gdyż nie unikam samokrytycznego: ja też nie zawsze bucham miłością. Ale nie o to tu chodzi! Rwa… Żeby chociaż jakiś oryginalny płatek śniegu kolo mnie upadł… No nic. Ściany i płaskie zimowisko. Pejzaż, że aż… Ech… Zacząć płacić, żebrać?.. Upadłość proszalna. Plis, plis, plis... Plisanie...
Spadł śnieg! W styczniu! A poza tym...
Patyczak nie przeżył wylinki… Czyli, że - póki co - nie
posiadamy zwierzątka hodowlanego, ale plany są. Niechybnie idzie bowiem ku
drugiemu patyczakowi! Nie jest to może rozmach epicki, nie jest to eskalacja na
miarę „dobrej zmiany”, dla mnie jednak jest to kierunek pożądany. Tak… Pożądam
patyczaka… Skoro mamy już akwarium, kupiliśmy spryskiwacz i zgromadziliśmy
zapas liści, to chyba nie ma co teraz przerzucać się na jakieś egzotyczne formy
życia typu pies, czy kot?! Patyczak został zaakceptowany, oswojony, opanowany i
niech tak pozostanie. Przy okazji wyszło na jaw, że promocja w ramach której
Wiktor nabył patyczaka (2 zł zamiast 3 zł), była promocja urojoną, gdyż
normalnie patyczaki (w rozmiarze prezentowanym przez naszego denata) zamykają
się w cenach wyrażanych groszami. Cóż… Raz jeszcze spotkało nas w życiu wielkie
oszustwo…
W kraju zaś zmiany, zmiany, zmiany! Taki na przykład Jacek
Kurski, który już żegnał się z polityką, już jedną nogą dreptał w niebycie - odradza
się oto na naszych oczach i na wizji zasiędzie i będzie jej prezesował! Tak
powiadają! Dziwna, przestraszana rzecz, nominacja za dnia! Może w naturalnym
świetlne kamera lepiej go bierze? Nie wiem sam czy to, co się odbywa, jest
raczej śmieszne, czy raczej straszne… Jak sobie popatrzę i posłucham tych
przedziwnych dla mnie wypowiedzi, a to minister Waszczykowski ze swoją
dziwaczną alegorią na temat rozwoju społeczeństwa w kierunku
wegetariańsko-rowerowym, a to posłanka Pawłowicz z potokiem triumfującej
niechęci/pogardy, a to orędzie Prezydenta itp., to odnoszę wrażenie, że jest
groteskowo. Zawsze byłem zwolennikiem nie popadania w nadmierną histerię i
nadal jestem, ale nocne działania, klimat w którym są przeprowadzane i ton
wypowiedzi nie podobają mi się. Nie są „z mojej bajki”. Wyczuwam w tym zwykły
brak przyzwoitości.
Za oknem zaś śnieg i mróz. Jest kawałek polskiej, białej
zimy. Wczoraj po treningu karate poszedłem z Wiktorem, choć na chwilę, na
sanki. Było z górki na pazurki! Chłopak zjeżdżał, ja podziwiałem.
Polrepwsiat (męska) gra w turnieju kwalifikacyjnym do IO –
szanse są. Żeńska wczoraj zakończyła zmagania – szans brak.
Dzień jest dłuższy od najkrótszego w roku! Chyba już o
kwadrans! I jak ja wyraźnie to widzę! Nawet w środku nocy!
Odbył się pierwszy, inaugurujący tegoroczny sezon mój trucht
po okręgu, a właściwie po obwodzie stadionu. Był mróz, był padający i leżący
śnieg i był wiatr, czyli wymarzone warunki atmosferyczne. Alleluja i do przodu!
Siedzę i patrzę. Jak ten śnieg pada. Na ziemię, na płatki, na twarz.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Sir, pozdrawiam sirdecznie
Gdyby był antysemitą, byłby MEGAantysemitą. Gdyby był
semitą, byłby MEGAsemitą. On, człowiek o skromnej urodzie uchodźcy i
zatrważającym umyśle pracującym nawet nieumyślnie. Gdzie nie splunie, tam
rozkwita wiata i przystanek tramwajowy z infrastrukturą, kwiat, bez, sasanka. Niestety, póki co
nie widziałem, żeby spluwał, ale nie traćmy nadziei! Filantrop pozdrawiający z
balkonu niziny i depresje społeczne. Wielbiciel piękna (Górniak) i zajadły wróg
piękna (Sting) harmonijnie i bez trudu łączący obie te cechy w spójną i logiczną
całość. Z lekkością przestępujący z nogi na jogę, w kwiecie lotosu i wieku choć
wyprostowany, jak struna. Gdyby uwierzył w Boga, ten w końcu mógłby odetchnąć z
ulgą i przestać chodzić do terapeutów, kaleczyć się na krzyżu, cyklicznie konać
i zmartwychwstać, nerwowo oddawać w porze posiłków innym swoje ciało. Logistyk,
wytrawny koneser, skrajny weganin, zdolny mistycznie transmutować własne organy
wewnętrzne we warzywa i owoce, w tym również tzw. owoce morza, co uchwycone na
zdjęciach RTG budzi podziw i grozę techników opisujących zdjęcia RTG. Nieprześcigniony mistrz łowiectwa
humanitarnego, w tym zwłaszcza Król Połowu Suma. Człowiek zagadka. Człowiek
obsesja. Człowiek człowiekowi, a on tym bardziej.
Dlaczego ja tak tutaj w sumie wspominam choć wyprzedzam,
dlaczego ja tak przywołuję zapowiadając, dlaczego ja się w ogóle tym tu param?
Mógłbym łgać, mógłbym kluczyć, mógłbym po prostu walnąć lawinowego focha ex
ante i nie udzielić odpowiedzi. Ba! Ja mógłbym nie stawiać pytania!!! I
miałbym luz, miałbym spokój, nikt by nic do mnie nie miał i ja kulturalnie –
wice wersal - nic bym do nikogo nie miał, kurde, ale jednak… Bywa zupełnie
inaczej. Tak… Dech w piersi zapiera, źrenica kurczy się do rozmiaru źrenicy
obserwowanej u robaczka świętojańskiego w środku bezgwiezdnej i pochmurnej
nocy, gdzieś na bagnach puszcz zapadłych, serce zamiera, a ręce – paradoksalnie
– przestają drżeć. Bywa i tak… Że się nie da nie wyrazić…
Właśnie. Wyraziłem się zatem. Jest w tym spora doza zawiści,
można więc przyjąć, że pozdrawiam serdecznie. Szczęśliwego Nowego Mroku!
czwartek, 31 grudnia 2015
Zagrożenia - bo jakżeby inaczej?! - na Nowy 2016 Rok
Groza, jak powszechnie wiadomo, jest powszechna. W planie
ogólnoświatowym: terroryzm, wojny, głód, uchodźstwo, katastrofy klimatyczne,
śmierć i pożoga masowa. W planie krajowym: Antułan i reszta ministrów z
nadpremierem w tle… właściwie to wystarczy… W planie osobistym zaś: Erło 2016.
Jakoś tak się wydarza, że właśnie w rytmie Erło pulsuje moje afektowanie i choć
na co dzień jestem człowiekiem pogodnym (tzn. rozpoznaję główne zjawiska
pogodowe, takie jak: deszcz, śnieg, wichura itp.), to w roku Erło ewidentnie mi
się pogarsza. Odkąd nasza, polska, narodowa reprezentacja zaczęła awansować do
turnieju finałowego, odtąd ja regularnie zacząłem popadać w tarapaty. Może to
przypadek, może to zbieg okoliczności, ale nie ukrywam, że pod tym względem
nadchodzący rok jawi mi się niebezpiecznym. Może wyjście z grupy coś zmieni w
tym zakresie, może – o ile nie wyjdą – styl, w jakim w grupie zostaną, da mi
siłę, może tak?.. Sprawdzę to na własnej skórze i na innych fragmentach mojego
eksperymentowanego organizmu.
Innym niebezpieczeństwem, jakie czeka mnie w przyszłym roku,
będzie moje kolano. Konkretnie prawe kolano. Zmniejszyłem przebiegane odcinki,
co staram się nadrabiać regularnością, ale ono i tak skrzypi. Jeszcze chwila i
zamienię się w truchtolenia, co uprawia truchlenie po okręgu. Już teraz tempo
spada, już teraz sam sobą pogardzam, a co będzie gdy zostanę biegowym
chefalumpem? Będzie groźnie. Rok fizycznych uszkodzeń organizmu w roku Erło, to
może być koniunkcja ponad moją cierpliwość/wytrzymałość. A jeżeli do tego
dojdzie jeszcze np. zakończenie kariery przez np. Edytę Górniak, to cios będzie
zbyt silny. Niestety…
Rodzina… Rodzina jest niebezpieczna w sposób permanentny,
zwłaszcza dzieci, w myśl zasady, że małe, to mało niebezpieczne, a ze wzrostem
poziom zagrożenia narasta, no i nie da się w tym kontekście ukryć, że chodzi o Wiktora…
Nie wiemy, jak on to robi i skąd bierze budulec, bo nie z jedzenia, ale jednak go
przybywa. Chłopak większy, to i konflikty, problemy, dramaty też są większe. W
przyszłym roku znowu większa kurtka, buty, czapka, może łóżko?
Praca. Tak… Są dwa główne problemy związane z pracą.
Pierwszy jest taki, że się ją ma i -
chociaż się nie chce! - trzeba pracować, a drugi taki, że się jej nie ma
i – chociaż się chce! – nie można. Oby żaden z tych problemów nie spotkał mnie
w nadchodzącym roku, ale niebezpieczeństwo jest. Aha! Wham! Moment! Z pracą wiąże się
jeszcze jeden problem, kładący się cieniem na całość życia ludzkiego, a
mianowicie: zarabia się za mało! Zawsze i wszędzie! Oby mi zatem realna siła
nabywcza się klapnęła w Nowym Roku 2016!
Worek zagrożeń: jedzenie modyfikowane genetycznie, rak we
wszystkich gatunkach i lokalizacjach, zgony i choroby osób bliskich, awarie
samochodu, bezsenność, ślepota, niemożność czytania, konsumpcjonizm, brak
grzybów na jesień w lasach, głupota, psy (ale tylko takie, które gryzą),
zadławienia i zachłyśnięcia, film o katastrofie, przyrost masy ciała, klęska
urodzaju/nieurodzaju, że się spadochron nie otworzy, osy, pomysł na i
realizacja tatuażu, agresja…
Jak wiadomo, powyższy katalog nie ma końca i pewne jest
tylko to, że coś z niego się zdaży. Oby jak najmniej. Czego oczywiście Państwu
życzę. Tak… Zakończyłem pogodnie, gdyż jak wiadomo, póki co pogoda nam dopisuje.
Na absolutny koniec roku zaś coś skrajnie już optymistycznego - ciąg logiczny, proces technologiczny!
Zatem, pamiętając że ciągnie ciąg do ciągu i biorąc pod
uwagę, że miłe złego początki, ale jednocześnie rozumiejąc powagę i powab
sytuacji, życzę udanej zabawy. Przez zabawę do zbawienia! I pamiętajmy - idea zaangażowanego
humanitaryzmu! - iż pomimo różnych etykiet i opakowań każdy z nas już ma - a
około 23.30 jeszcze bardziej będzie miał! - w środku to samo! Analogicznie do
ostatniego zdjęcia.
piątek, 18 grudnia 2015
Grudzień 2015 - no sam nie wiem... jest nerwowo...
Dramat poranny z 16 grudnia. Patyczak wyliniał i w trakcie
tego linienia utracił kończynę. Jak uprzedzał nas ekspert w dziedzinie
patyczakologii, jest to zjawisko zupełnie normalne i naturalne dla patyczaka
(zarówno utrata, jak i samo linienie), ale syn nasz Wiktor i tak przeżył to
ciężko. My też. Wszystkie ciężkie przeżycia syna dla nas są równie ciężkimi, o
ile nie cięższymi, bo jesteśmy ciężsi. Dramat wagi cięższej.
Pogłębia się nocoróbstwo parlamentarne. Wbrew starej
zasadzie głoszącej, że kto śpi ten nie grzeszy, partia prezesa – bez wnikania w
merytorykę nawet! – grzeszy. Dla wzmocnienia motywu około sennego można
wypowiedź rozwinąć o uwagę, iż o ile partia prezesa nie śpi, to jej rozum i
owszem zdaje się kimać, z czego wynika, że partia prezesa nie dość, że grzeszy,
to jeszcze budzi demony…
Kupiliśmy choinkę. Żywą. Choć Wiktor serdecznie poprosił, by
nie nazywać jej żywą, bo jaka tam ona żywa! Mówmy więc naturalna. Już nie żywa, choć jeszcze nie martwa, zatem - choinka w agonii
została wczoraj przez nas ubrana, żeby nie obrażać golizną swą i nie gorszyć, a raczej
polepszać. Budujemy atmosferę!
A dzisiaj wybieramy się do kina na – nomen omen – „Przebudzenie
mocy”. Nomen Onet zaś, za GW podaje, iż „Urzędnicy MON w nocy weszli z
Żandarmerią Wojskową do Centrum Kontrwywiadu NATO”. Wyglądam za okno… Świeci
słońce, czyli można czuć się bezpiecznym. Za dnia Złe śpi. Dobrego dnia zatem
życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




